'Dom Dźwięku' w Małopolskim Ogrodzie Sztuki: Zagraj na nie byle czym /relacja/

2017-04-01 | Łukasz Badula
 Wojtek Blecharz w przestrzeni Domu dźwięku/MOS

Akustyczna świątynia Wojtka Blecharza otwiera swe podwoje w Krakowie.  Możecie w niej zagrać na najbardziej abstrakcyjnych instrumentach. I stać się kompozytorem.

W domach dźwięków próbujemy i badamy wszystkie rodzaje dźwięków oraz ich powstawanie. Układamy harmonie, jakich wy nie używacie, łącząc nie tylko tony w dur i moll, jak wy, lecz także ćwiartki tonów oraz tak bardzo miłe tony drżące. Posługujemy się nieznanymi wam jeszcze instrumentami muzycznymi, przy czym niektóre z nich dają melodie przyjemniejsze od waszych.

Wojtek Blecharz odkrył "Nową Atlantydę" Francisa Bacona już pod koniec pracy nad swoim nowym projektem. Gdy poszukiwał jakiegoś spoiwa do wizji, która jest tyleż organiczna, co futurystyczna. Z pomocą przyszła literacka utopia z XVII wieku , gdzie "domy dźwięku" są jednym z elementów konstytuujących społeczny ustrój. Taką też utopię, Blecharz postanowił na kilkadziesiąt minut ustanowić na deskach Małopolskiego Ogrodu Sztuki w Krakowie. Utopię bez podziału na muzyków i amatorów, instrumenty klasyczne i awangardowe, melodie i hałas. Bo tutaj wszystko gra!

 

Dźwięczne instalacje

"Dom dźwięku" to kolejna w dorobku Blecharza realizacja z pogranicza muzyki, teatru i sztuki współczesnej. Kompozytor i oboista wcześniej m.in. zamieniał budynek Opery Narodowej w site-specific, a z aktorami TR Warszawa kreował sesję nieoczywistych dźwięków. Jego nowe przedsięwzięcie to dalszy ciąg eksperymentów z ideą muzycznością. Poza akademicką formą, z użyciem często unikatowych, stworzonych "chałupniczo" instrumentów.

Blecharz wśród unikatowego instrumentarium/MOS

Blecharz pozwala zarówno na bierne, jak i czynne przeżywanie całej dźwiękowej sesji. Po wejściu do przyciemnionej sali widzów czekają stanowiska z instrumentami. Odbiorca ma do wyboru: albo zajmie wybrane dla siebie miejsce albo będzie się wszystkiemu przyglądał z boku. W tym pierwszym przypadku czekają go niezapomniane przeżycia.

 

Oswajanie instrumentu

Najpierw trzeba oswoić się z oryginalnym źródłem dźwięku. Wśród zebranych na sali instrumentów  chyba tylko bębny i dzwony rurowe (mniejsze niż te u Mike'a Oldfielda) wyglądają znajomo. Reszta to przeważnie abstrakcyjne artefakty do generowania dźwięków. Takie jak cytry, soren, skrzydła czy ksylofon.

Gdy uda się już zgłębić technikę gry, publiczność zaczyna wspólny, improwizowany koncert. To moment prawdziwej kakofonii. Kakofonii będącej, jak przekonuje potem głos z off-u, także muzyką. Albowiem hałas to szum, w który nie potrafimy się wsłuchać.

 

Ankieta z tranzystorowym radyjkiem

Następna część happeningu polega na wyizolowaniu z chaotycznej gry poszczególnych ścieżek dźwiękowych. Zgodnie z komendą, wybrzmiewają kolejno tylko wybrane instrumenty. Dopiero wtedy można się przekonać, jak szeroka jest ich dźwiękowa paleta. Ale to nie koniec kolektywnego doświadczenia.

Uczestników eksperymentu czeka jeszcze ankieta. Za pomocą tranzystorowego radyjka odpowiadają na osobiste pytania. Pytania niekoniecznie dotyczące muzyki. Jak uświadamia Blecharz, za naszym stosunkiem do dźwięków może też kryć się pewna postawa światopoglądowa. Związana i z uprzedzeniami.

 

Inny model odbioru muzyki

Twórca "Domu dźwięku" w swoim dziele chce owe uprzedzenia oczywiście znosić. To, co czeka publiczność MOS-u to nie tylko wspólne, amatorskie muzykowanie. Blecharz zamienił salę teatralną w swoistą świetlno- dźwiękową instalację. Gdzie stroboskopowe wiązki, wyświetlane na ścianach animacje oraz akustyczne odgłosy tworzą określoną atmosferę.

Blecharz bardzo subtelnie wplata w całość muzykę własną. Instrumentaliści oraz wokaliści wtapiają się tutaj w tłum lub krążą gdzieś z boku. Całe spotkanie wieńczy wspólny występ z publicznością.

"Dom dźwięku" otwiera swe podwoje już dzisiaj i będzie otwarty do 5 kwietnia. Autor tak wyjaśnia przesłanki stojące za projektem:

Staram się zaproponować inny model odbioru muzyki. W "Domu dźwieku" ważne było zwrócenie uwagi na to, że współczesna muzyka zachodnia utraciła bardzo wiele ze swojej społecznej funkcji. Przede wszystkim zwyczaj wspólnego muzykowania, który jeszcze w XIX wieku był całkiem popularny w Europie, a kompozytorzy pisali specjalne utwory do wykonywania przez mieszczan. Dzisiaj nie mamy nawet takich miejsc, gdzie moglibyśmy wspólnie pograć. Wspólne granie tutaj jest więc takim odtworzeniem tej sytuacji, gdzie możemy się spotkać, ale też w innym nieco wymiarze niż w przypadku muzyki klasycznej. Tu wszystko zależy od tego, jak podejdziemy do dźwięku. Chodzi o to, aby otworzyć swoje uszy na dźwięki, które wydają nam się niemuzyczne.

 

UWAGA! "Dom dźwięku" to trzy "sety” każdego dnia o 18:10, 19:00 i 19:50. Na każdą godzinę może wejść maksymalnie 40 osób. Warto przed przyjściem skontaktować się z kasą Małopolskiego Ogrodu Sztuki.