'Wielka wygrana'? Zasmakuj jej w Teatrze Żydowskim! /recenzja spektaklu/

2017-03-19 | Iwona Burzyńska

[wszystkie zdjęcia: Andrzej Wencel - Teatr Żydowski]

Miło zobaczyć spektakl, który w tak niezobowiązujący sposób nawiązuje do żydowskiej tradycji i korzeni, a przy tym porusza ważkie tematy, z jakimi muszą się mierzyć współczesne pokolenia.

Jeśli mieszkasz w Warszawie i zastanawiasz się, na co pójść do teatru, to niezwłocznie skorzystaj z ofertyTeatru Żydowskiego. Ma on do zaproponowania naprawdę "Wielką wygraną". Choć może nie wyniesiesz ze spektaklu  kilkudziesięciu milionów nagrody, to z pewnością wyjdziesz bogatszy o siłę musicalowego przekazu. Twórcy sztuki doskonale wiedzą, że inteligentny i błyskotliwy dowcip potrafi czynić cuda.

 

Ach, gdybym był bogaty….

"Wielka wygrana" weszła do stałego repertuaru Teatru Żydowskiego 10 marca. Autorem scenariusza jest jedna z najczęściej wystawianych  polskich dramatopisarek, której specjalizacją są  teksty dla dzieci i młodzieży – Marta Guśniowska. Z kolei reżyserii tej sztuki podjął się Tomasz Szczepanek mający już na koncie realizacje "Anarchistki" Davida Mameta w stołecznym Teatrze Studio.

Pomimo, że teatr wciąż nie posiada swojej stałej siedziby to nadal stara się zaskakiwać widzów wciąż nowymi inscenizacjami. Tym razem postanowił wziąć na warsztat  i nieco odświeżyć tekst klasyka literatury jidysz i mitologa codzienności - Szolema Alejchema. I tak oto zabawna opowieść o biednym krawcu, który niespodziewanie wygrywa na loterii dwadzieścia milionów doczekała się całkiem nowej współczesnej odsłony:

- Ironia całej tej historii polega na tym, że gdyby nie zachciało mi się tej cholernej Wielkiej Wygranej zapewne jeszcze bym żył. A tak – jak domyśli się inteligentny widz, którego czujnej uwadze nie umknie ni szczegół, ni pył – trup ze mnie, jak się patrzy. A wszystko zaczęło się od... No właśnie… - tym monologiem Szymełe Sorokier (Marek Węglarski) rozpoczyna narrację, która jak się wkrótce okaże będzie obfitować w szereg nieprzewidzianych zwrotów akcji.

 

Fortuna kołem się toczy

Zanim jednak zobaczymy, jak to zwycięski kupon „chybił trafił” odmieni życie rodziny prostego rzemieślnik, najpierw weźmiemy udział w konkursowych zmaganiach  do złudzenia przypominających nam potyczki znane z „Familiady”. Oczywiście, jest to wręcz kabaretowa wersja  telewizyjnych teleturniejów, w której zostały trafnie wypunktowane ich słabe strony oraz podważony sens takich rozgrywek. Tandetna oprawa, bezsensowne pytania wraz z jeszcze bardziej niedorzecznymi odpowiedziami podkreślają tylko powierzchowność i trywialność tego typu produkcji. Piotr Wiszniowski w roli prowadzącego wykazał się naprawdę sporymi „showmeńskimi” umiejętnościami.

Skromny krawiec nawet nie przypuszcza, że jego senne marzenia o byciu milionerem tak szybko się ziszczą. Z pewnością nie domyśla się nawet, że wygrana w totolotka zamiast upragnionego szczęścia przyniesie mu tylko same kłopoty, zmartwienia a w konsekwencji  doprowadzi do prawdziwej tragedii. Do łez bawią kwestie należące do dwóch podwładnych Sorokiera Kopła (Piotr Chomik) i Motła (Marcin Błaszak), którzy z czasem niczym duet Paprocki&Brzozowski będą aspirować do miana wielkich projektantów mody. Jednak bezkonkurencyjna zarówno w roli babci nieboszczki jak i dziarskiej staruszki okazała się Joanna Przybyłowska. Jej dowcipne aczkolwiek  bardzo dosłowne i  dosadne riposty momentami wprost elektryzowały publiczność.

 

Nieprzewidziane skutki trafienia szóstki w totka

Muzyczna komedia "Wielka wygrana" to nic innego jak uniwersalny moralitet, który za sprawą  lekkiej i  przystępnej formuły ma nam przypomnieć, co tak naprawdę jest w życiu ważne. W niezwykle roztańczonej i rozśpiewanej konwencji daje do zrozumienia o jakie wartości należy walczyć i jakimi zasadami warto się kierować. Spektakl m. in. otwarcie krytykuje aktualny trend postrzegania i oceny piękna człowieka jedynie poprzez jego zewnętrzny wygląd. W końcu żadne z zabiegów medycyny estetycznej nie upiększą ludzkiej osobowości, a to właśnie przymioty duchowej natury decydują o naszej atrakcyjności.

Jak widać na przykładzie rodziny krawca, pieniądze szczęścia nie dają. Przysparzają wręcz więcej problemów niż pożytku. Bunt trzydziestoletniej córki Bejłki (Małgorzata Trybalska) skarżącej się brak zainteresowania ze strony rodziców, która w końcu jako rozpieszczona córka bogaczy może sobie pozwolić na ucieczkę z domu, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Dopiero, kiedy na jaw wychodzą oszustwa Dzianiego Eti Meni (Barbara Szeliga) przyznaje rację mężowi, że zadowolenie z życia nie zależy wcale od wielkości posiadanych dóbr materialnych, ale od tego z kim je dzielimy.

Oboje dochodzą też do wniosku, że to właśnie wówczas, kiedy klepali biedę to ich małżeństwo przeżywało najpiękniejsze chwile. Jednak czy na takie wyznania nie jest już zwyczajnie za późno? Jak długo potrwa radość z przywrócenia harmonii w scenicznym żywocie naszych bohaterów? Z pewnością odpowiedzi na te i inne nasuwające się pytania należy szukać na deskach warszawskiego Teatru Żydowskiego.

 

Kolejne wystawienia Wielkiej wygranej zaplanowano w siedzibie Klubu Dowództwa Garnizonu Warszawa w  dniach od 21 do 24 kwietnia.