Chuck Berry nie żyje

2017-03-19 | łb
Chuck Berry w latach 70. /NBC - Wikipedia

Bez niego trudno wyobrazić sobie historię rock'n'rolla. Podziwiany m.in. przez Beatlesów muzyk zmarł w wieku 90 lat.

...festiwal w Sopocie, jaki ochlaj i wyżerka/ Ile kasy dać dziadowi o zniszczonych nerkach? - rapował Kazik w pamiętnych "12 groszach". "Dziadem" był sędziwy muzyk, który nawet wówczas, w połowie lat 90. , uchodził  jeszcze za wielką legendę rocka. W takiej też roli pojawił się na sopockim festiwalu. I, jeśli wierzyć plotkom, wymusił tuż przed wyjściem na scenę dodatkowe pieniądze. Ale ów "dziad" mógł sobie pozwolić na tego typu zachowanie. Festiwalowa publiczność miała przecież okazję obcować z najprawdziwszą historią rock'n'rolla. Bo Chuck Berry zmienił na zawsze dzieje muzyki popularnej. I nikt mu tych zasług już nie zabierze.

18 października ubiegłego roku Berry obchodził huczne 90 urodziny. Wtedy też zapowiedział publikację pierwszego od kilku dekad albumu z premierowym materiałem. Płyta zatytułowana po prostu "Chuck" ma ukazać się w tym roku. Muzyk nie doczeka jednak jej premiery. 18 marca do mieszkania Berry'ego została wezwana policja. Na miejscu stwierdzono zgon muzyka.

 

Od pucybuta do rockmana

O pochodzącym z St. Louis czarnoskórym wokaliście, gitarzyście, ale i kompozytorze mówiło się jako prawdziwym królu rock'n'rolla. Niekoronowanym, choć podziwianym przez m.in. Beatlesów, Rolling Stones, Beach Boys, jak i wykonawców punkowych. Berry zaczynał od grania bluesa, ale szybko nadał riffowym kompozycjom jeszcze bardziej surowy styl oraz znacznie szybsze tempo. Coś, co dla wielu słuchaczy było wulgaryzacją czarnej muzyki, na dłuższą metę okazało się kopernikańskim przewrotem. Silnie zrytmizowane i opatrzone pikantnymi tekstami przeboje Berry'ego kopiowali wykonawcy po obu stronach Atlantyku. A on sam przebył typowo amerykańską drogę od pucybuta do milionera.

Berry przyszedł na świat jako syn pastora, a talent muzyczny przejawiał jeszcze jako dziecko. Niestety, równie wcześnie wszedł w zatarg z prawem. Za rabunek z bronią i kradzież samochodu wylądował w poprawczaku. Po opuszczeniu zakładu, próbował wiązać koniec z końcem, imając się różnych zajęć. Był m.in. mechanikiem samochodowym i dozorcą.

 

Kaczy chód i piosenki o szesnastkach

Za początek jego kariery muzycznej należy uznać początek lat 50. gdy występował z triem pianisty Johnnie Johnsona. Przełomem było spotkanie z Muddy'm Watersem. Legendarny bluesman zasugerował Berry'emu kontakt z szefem wytwórni Chess. Ta współpraca miała stać się prawdziwą przepustką do światowej sławy.

Berry i jego "kaczy chód" z 1958 roku/Wikipedia

Dla Chess Berry nagrał rewolucyjne single. Już pierwszy - "Maybellene" z 1955 roku sprzedał się w oszałamiającej liczbie miliona egzemplarzy, trafiając na czołówkę listy Billboardu. Później były kolejne hity "Roll Over Beethoven", "Sweet Little Sixteen" czy "Johnny B. Goodie". Rozgłos zyskała również towarzysząca występom muzyka oprawa sceniczna. Berry w trakcie grania solówek wykonywał charakterystyczny "kaczy chód". Inspirując tysiące gitarzystów na całym świecie, m.in. Angusa Younga z AC/DC.

 

Słynne przeboje Berry'ego w wykonaniach na żywo

 

Koncerty i skandale

Na przełomie lat 50. i 60. Berry zyskał ogromną sławę i bogactwo. Nie do końca potrafił poradzić sobie z tą nagłą zmianą statusu. W 1959 roku został aresztowany za kontakty seksualne z nieletnią Indianką. Po kilku procesach, skazano go na półtora roku więzienia.

Mimo obyczajowego skandalu, popularność Berry'ego nie przemijała. W latach 60. muzyk przeniósł się do wytwórni Mercury. Zdążył dla niej nagrać jeszcze kilka godnych swojej legendy hitów m.in. "Nadine". Częściej jednak odcinał kupony od kariery. Z biegiem lat intensywna działalność koncertowa odbiła się na jego renomie - coraz mniejszej.

 

 

Berry na żywo nie zawsze wypadał porywająco, często fałszując i myląc akordy. Mimo tego, wciąż zapraszano go na kolejne trasy koncertowe. Prasa częściej donosiła o ekscentrycznych zachowaniach muzyka.

Berry w latach 90. /Wikipedia

Na początku lat 90. szerokim echem odbił się skandal związany z zakupioną przez Berry'ego restauracją. W damskich toaletach wykryto kamery rejestrujące obraz. Okazało się, że muzyk we własnym mieszkaniu posiada bogatą kolekcję "filmików" z klientkami lokalu. Co gorsza, jedna z nich była niepełnoletnia. Podobno muzyk wydał na ugodę z poszkodowanymi kobietami ponad milion dolarów.

Kłopoty te oczywiście nie miały wpływu na ocenę pionierskich dokonań Berry'ego. Muzyk trafił m.n. do Rock and Roll Hall of Fame i otrzymał honorową nagrodę Grammy za całokształt. John Lennon powiedział kiedyś: Jeśli szukacie innej nazwy na rock'n'rolla, może nią być Chuck Berry.