'Soundwork' w TR Warszawa: Obowiązkowa lekcja muzyki /relacja/

2016-10-26 | Małgorzata Kociubowska

[wszystkie zdjęcia: TR Warszawa]

W swoim najnowszym spektaklu "Soundwork", Wojtek Blecharz przekonuje, iż dźwięk można stworzyć praktycznie ze wszystkiego. I potrafi tego dokonać naprawdę każdy z nas.

Wojtek Blecharz jest oboistą i kompozytorem, wykonawcą muzyki dawnej, a w latach 2000-2005 pełnił rolę kierownika zespołu muzyki średniowiecznej "Pressus", grał na fletach i kornamuzach. Pomimo muzycznego wykształcenia (ukończył warszawski Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina) bardzo aktywnie działa w teatrze i pokazuje, że dźwięk nie tylko jest "dodatkiem" do spektaklu i gry aktorskiej. Albowiem może być również głównym bohaterem. To właśnie udowodnił Blecharz w TR Warszawa tworząc "Soundwork"; wyjątkową lekcję muzyki, która pokazuje, że dźwięk jest dosłownie wszędzie i może powstać z niczego.

Na scenie stają aktorzy z zespołu TR Warszawa: Jan Dravnel, Natalia Kalita, Hanna Klepacka, Magdalena Kuta, Rozalia Mierzicka, Paweł Smagała, Maja Wachowska, Magdalena Żuk. Jednak to nie oni są głównymi bohaterami przedstawienia tylko dźwięki, które artyści tworzą za pomocą nie tylko profesjonalnych instrumentów, ale np. przy użyciu dwóch kamieni, butelki czy styropianu. Zadanie przed aktorami było niecodzienne, na scenie było więcej muzyki niż tekstu, z którym na co dzień pracują. W ciągu niecałych dwóch miesięcy musieli nauczyć się komponować muzykę przy pomocy instrumentów, ale również przedmiotów, z którymi stykają się codziennie, a część z dostępnych instrumentów stworzyli sami podczas przygotowań do spektaklu.


Grać każdy może

Blecharz, który był odpowiedzialny za reżyserię, scenariusz oraz oczywiście za muzykę, stara się oswoić odbiorców z dźwiękami nie zawsze przyjemnymi dla naszego ucha, tak jak np. pocieranie o siebie dwóch kawałków styropianu. Aktorzy szeleszczą, stukają, szumią na przedmiotach, które każdy z nas używa nie zdając sobie sprawy z tego, że za pomocą tego przedmiotu można stworzyć dźwięk. Tuż obok instrumentów, które zostały stworzone przez samych aktorów pojawiają się instrumenty znalezione w teatralnych magazynach, wiele przedmiotów pochodzi z recyklingu, można powiedzieć, że odżyły dawno zapomniane przedmioty.

SOUNDWORK to praca o dźwięku, o każdym dźwięku, który staje się materiałem i energią dla muzyki: o tonie, szmerze, hałasie, stukocie, ryku, szumie, flażolecie, lekkim podmuchu, bez podziału na dobre, złe, piękne i brzydkie. - napisał Wojtek Blecharz o swoim wyjątkowym spektaklu muzycznym.


Koncert czy spektakl?

Idąc do TR Warszawa myślałam, że zobaczę kolejny doskonały, ale jednak spektakl. Tymczasem zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Całość przypominała raczej mały koncert, w którym sama mogłam uczestniczyć!  "Grając" i tworząc niecodzienną muzykę. Dźwięki wydobywane z różnych przedmiotów i instrumentów roznosiły się po całym budynku teatru przy ul. Marszałkowskiej.

Na całość składa się 16 scen: precyzyjne skomponowanych struktur, partytur i form otwartych. Są również elementy improwizacji, występy solowe, kwartetu smyczkowego i chóru. Pojawiają się odniesienia do wcześniejszej twórczości reżysera, doskonałe interpretacje muzyki XX wieku, fragmenty muzyki tradycyjnej oraz dokumentacja wideo, między innymi z prób.

Pierwsza część jest bardziej stonowana i tradycyjna, podczas przerwy każdy z widzów może podejść i zagrać na wybranym przez siebie instrumencie, natomiast druga część jest już bardziej ostra, wybrzmiewają bardzo głośne dźwięki do tego stopnia, że pod stopami można było poczuć jak drga podłoga. Wielkie brawa należą się nie tylko Blecharzowi, ale przede wszystkim aktorom, którzy musieli nauczyć się komponować na przedmiotach co prawda im znanych, ale z innych funkcji niż pod kątem tworzenia muzyki. Wszystko jest bardzo muzykalne i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten niecodzienny spektakl jest przeznaczony nie tylko dla miłośników teatru, ale również szeroko pojętej muzyki.

Po zobaczeniu tego wyjątkowego widowiska zupełnie inaczej odbiera się muzykę, którą znamy. I chyba właśnie o to przede wszystkim chodziło twórcom - zaprzyjaźnić się nie tylko z muzyką, która jest miła dla naszych uszu, ale również z taką, która przy pierwszym kontakcie wydaje się nieprzyjemna. W ten sposób i ja przekonałam się, iż dźwięk, który powstaje w wyniku pocierania o siebie dwóch kawałków styropianu, może być miły.