Sieć jest nasza /DAG/

2015-05-20 | Barbara Lekarczyk- Cisek
Aaron Swartz/Docs Against Gravity
Film Briana Knappenbergera "Aaron Swartz: sieć jest nasza" jest opowieścią o młodym informatycznym geniuszu, który swoje życie poświęcił walce o swobodny, powszechny dostęp do Internetu. Wspominają go zarówno jego bliscy: rodzice, brat, jego partnerki, jak również zasłużeni ludzie z branży, którzy z nim współpracowali. Wszyscy podkreślają jego skromność, idealizm i niezwykłą inteligencję.
 

Cudowne dziecko ery internetu
 
Aaron był genialnym dzieckiem. W wieku trzech lat nauczył się czytać, i szybko opanował znajomość komputera. Już jako dziecko pisał programy.  Uwielbiał także uczyć innych, co możemy zobaczyć na starych rodzinnych filmach. Nie tylko w bezpośrednich kontaktach (miał kilkoro rodzeństwa), ale również w Internecie. Założył stronę, na której każdy mógł wpisywać informacje i dyskutować. Pomógł stworzyć RSS mając zaledwie 14 lat! Współtworzył także nowe prawo autorskie - Creative Commons.
 
Szybko się wzbogacił sprzedając założoną przez siebie stronę, ale nadal żył skromnie i pracował. Nie pasował do żadnych schematów: zrezygnował z pracy w korporacji., bo nie pasował tam, podobnie jak do szkoły czy uczelni. Był bez wątpienia człowiekiem nietuzinkowym, nie mieszczącym się w narzucanych z zewnątrz schematach.
 

Walka z systemem
 
Schwartz szybko zorientował się, że w sieci informacje są sprzedawane, bo informacja to władza, którą niektórzy pragną zawładnąć i posiąść tylko dla siebie. Zaczął z tym walczyć, wykorzystując swoje ponadprzeciętne umiejętności i wiedzę. Już raz pokazał, że jest w stanie zmienić prawo. Organizując masowe protesty, doprowadził mianowicie do odrzucenia przez Kongres USA tzw. ustawy SOPA, ograniczającej wolność w sieci. Został aresztowany pod pretekstem kradzieży danych i - chociaż wyszedł za wysoką kaucją na wolność - groził mu proces i wieloletnie więzienie.
 
Aby go zniszczyć, nie zawahano się przed niczym. Manipulowano nawet zeznaniami bliskich mu osób. Tam, gdzie w grę wchodzą potężne grupy interesów, ze sztabem prawników na usługach, nie można się spodziewać uczciwego procesu. Aaronowi groziło 30 lat więzienia. Nie wytrzymał takiej presji i popełnił samobójstwo. 
 

Na miarę Gandhiego
 
Twórcy filmu starają się znaleźć odpowiedź na pytanie, jak doszło do tego, że jeden z najbardziej błyskotliwych umysłów swego pokolenia targnął się na swoje życie. Z pewnością mógł być jednym z liderów światowej społeczności, kimś na miarę Gandhiego - symbolem pozwalającym wierzyć, że inny świat jest możliwy. A jednak tak się nie stało. Film bardzo poruszający, ponieważ uświadamia, że żyjemy w bezwzględnym świecie, w którym wąskie grupy interesów wykorzystują sieć przeciwko człowiekowi albo ograniczają jego dostęp do wiedzy, np. do badań naukowych.
 
Walka tego młodego człowieka nie była daremna. Film, mimo smutnych refleksji,  niesie także nadzieję. Oto pojawia się inny młody geniusz, który dzięki Aaronowi dotarł do potrzebnych danych i rozpoczął prace nad wynalezieniem lekarstwa na raka trzustki. Aby jednak "Sieć była nasza", musimy domagać się dostępu do niej i walczyć z przejawami zawłaszczania informacji. Film to właśnie uzmysławia.
 

 


Wróc do początku artykułu lub wcześniejszej recenzji.