Poczet Królów Polskich: Sny o potędze

2013-03-25 | Łukasz Badula

Idziesz do teatru, trafiasz do kina. Przed rozciągnięty na wysokość sceny ekran, gdzie bez końca trwa projekcja polskiej superprodukcji. Są koronowane głowy, jest szpiegowska intryga, znajdzie się trochę krwi, perwersji i świętokradztwa. Oto film, który właśnie powstaje w głowie... Hansa Franka. Uzurpatora polskiego tronu, pragnącego za pomocą kamery uiścić swój sen o monarszej potedze. Sen śniony na oczach wszystkich widzów.

Poczet Polskich Królów.html
 Plakat spektaklu

Nazistowski najeźdźca ostatnim królem Polski? Upiorna wizja odżyła na deskach Narodowego Teatru Starego. A to w związku z najnowszym spektaklem w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego. Władca Generalnej Guberni jest bowiem dla sztuki "Poczet Królów Polskich", kto wie czy nie decydującą postacią. Najeźdźcą, który napawa się wawelskimi insygniami, a kończy jako widmo do odstrzału.

Maniakalne oblicze Franka to nie tylko wytwór fantazji. Niemiecki gubernator obierając za swą siedzibę Wawel, rzeczywiście widział siebie w królewskich szatach. "Królową Polski" nazywała siebie również jego żona – Brigitte. U Garbaczewskiego owe żałosne (i przerażające) objawy megalomanii nabierają głębszego sensu. Majaki Franka zderzają się bowiem z wytworem bogoojczyźnianej jaźni. Zbiorową świadomością budowaną nad Wisłą wokół dynastii koronowanych głów i mocarstwowej świetności.

Garbaczewski już na poziomie tytułu kreuje nośny dysonans poznawczy. "Poczet Królów Polskich" to przecież wpajane od dziecka majestatyczna seria portretów Jana Matejki i podręcznikowe opowieści o heroicznych władcach. Spektakl Garbaczewskiego oczywiście rozbija ów porządek. Wybudzeni z trumien królowie zostają wysłani w szpiegowską misję niczym zbieranina wyrzutków z "Parszywej dwunastki". Konspiracyjna przygoda jest zaś pretekstem do serii efektownych upadków z cokołów.

To co w ujęciu Garbaczewskiego intryguje, ma związek nie tyle z burzeniem pomników, co mówieniem o historii jako stawianiu wielkich znaków zapytania. W spektaklu istotne wydarzenia polskich dziejów (chrzest, unia z Litwą) niosą znaczące symbolicznie rozdarcie. Każde z nich posiada nie tak radosny rewers. A co jeśli Mieszko I był zagubionym parweniuszem w europejskiej rodzinie? A Jagiełło nie mógł pogodzić się z dyktatem katolickiej Polski nad pogańska Litwą? A może władcą najlepiej oddającym schizofrenię swojej ojczyzny był "ułomny" Władysław Warneńczyk?

Poza zdzieraniem królewskich masek, "Poczet Królów Polskich" rozprawia się również z demonami wspomnianego gubernatora. Frank myśli o sobie jako reżyserze wielkiego filmu (z ujęciami długimi od Mazowsza po Małopolskę), tak naprawdę sam jest jednak reżyserowany. Wiedzie nim obsesja pochłonięcia polskiej królewskości i przerobienia jej na nazistowską dumę. Stąd obecność monstrum, które przemawia głosem władców Polski, uznanych dzięki frenologicznym badaniom za Aryjczyków.

"Poczet Królów Polski" jest sztuką mało komfortową w odbiorze. To spektakl nadmiaru. I w warstwie inscenizacji (formującej kolejne sceny w chaotyczny strumień świadomości) i tekstu (przegadanego, rozpadającego się na ekspresyjne monologi). Garbaczewski często balansuje na granicy czystej groteski. Sacrum postaci profanuje ich komicznymi grepsami, a pseudo-wawelską scenerię przedrzeźnia kiczowatą rekwizytornią (potężne bijące serce). Powtarzają się chwyty z wcześniejszej inscenizacji reżysera – "Iwony – Księżniczki Burgundy". Totalna umowność, hiperbolizowane sekwencje i, przede wszystkim, olbrzymi ekran jako granica oddzielająca widzów od scenicznej rzeczywistości.

Ekran zasłania scenę, aby widownia mogła spojrzeć daleko poza nią. Śledzić akcję rozgrywaną na schodach, w piwnicy, przy wozie transmisyjnym. Wszędobylskie kamery rejestrują obraz na bieżąco i nakładają go na siebie, podczas gdy za parawanem trwa królewskie party. W rytm hitu Sandry. Przyszedłeś do teatru, jesteś w kinie. Uwięziony w podrzędnej fabule z nie tak podrzędnymi bohaterami. Na zawsze?

"Poczet Królów Polskich" to pierwszy spektakl Narodowego Starego Teatru w Krakowie, zrealizowany za nowej dyrekcji Jana Klaty. W sztuce występują m.in. Anna Radwan- Gancarczyk, Krzysztof Zarzecki, Roman Gancarczyk, Błażej Peszek i Krzysztof Zawadzki. Autorami opracowania tekstu są Agnieszka Jakimiak, Marcin Cecko, Sigismund Mrex i Szczepan Orłowski. Premiera całości odbyła się 23 marca. Kolejne pokazy – 26, 27, 28 marca oraz 9, 10 i 11 kwietnia.